Camp America
Programy Korzyści Jak wyjechać Zgłoś się Pobierz broszurę FAQ - odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania Kontakt Poleć znajomym

Od "Campowera" do licencji pilota!

Arts, Crafts and American Kids!

O Camp America wiedziałam dużo, ponieważ mój brat od wielu lat jeździł z tym...


E-maile i listy od uczestników!

NAPISALI DO NAS... (cytujemy bez edycji!) "witam camp americaJestem...


Moje Hollywood

Upłynęło już sporo czasu od mojego wyjazdu na obóz, ale wspomnienia są wciąż...


Nie kończące się wakacje!

Moja przygoda z Camp America trwa już szósty rok... Kto by pomyślał?!...


Sprawdź USA na własnej skórze!

Jeżeli podobają Ci się amerykańskie filmy i pragniesz odczuć ten kraj na...


Jakub Józefczyk

Pamiętam doskonale swój pierwszy wyjazd do USA, rozmowę z konsultantem, pierwszą kopertę z informacją o zakwalifikowaniu się do programu Camp America i to niecierpliwe czekanie na dzień wyjazdu. Lot przez Atlantyk trwał ponad 8 godzin, ale dzięki szalenie sympatycznym stewardessom, roznoszonym przez nie smakołykom i rozrywce telewizyjnej od razu pokochałem ten środek transportu. Pamiętam pierwsze wrażenie, jakie wywarł na mnie mój camp: wielkie, położone gdzieś w leśnej głuszy nad pięknym jeziorem, tętniące własnym życiem miasteczko. "How are you?" - zapytał uśmiechnięty dyrektor ośrodka. Po krótkiej rozmowie o przebytej podróży zostałem zaprowadzony do mojej letniej kwatery. To właśnie tu, w miasteczku Naples w stanie Maine, zaczynała się moja największa przygoda życiowa.

Pracowałem jako "Campower" w grupie "maintenance" - 8 godzin dziennie z przerwą na lunch. Trafiłem nieźle, bo praca nie była ciężka, a najlepsze było to, że już o godzinie 15:30 człowiek mógł robić co tylko chciał! Atrakcji do wyboru było sporo: kilka boisk do koszykówki, siatkówki i piłki nożnej, niezliczona ilość kortów tenisowych z różnym podłożem, dwa boiska do hokeja, pole golfowe, boiska baseballowe, footballowe no i oczywiście jezioro z krystalicznie czystą woda. Na nudę po prostu nie było czasu!

Dyrektorzy campów w większości doskonale zdają sobie sprawę z tego, ze młodzi ludzie przyjeżdżają tam nie tylko pracować, ale również chcą jak najwięcej zwiedzić i zobaczyć. Stąd też niektóre obozy udostępniają czasem swoje samochody dla personelu. Dzięki tej możliwości (u mnie było takich samochodów 12!) każdy wolny dzień spędzałem na zwiedzaniu. Podziwiałem dziką przyrodę i gęste lasy Maine, wędrowałem po górach White Mountains w stanie New Hampshire, zdobyłem najwyższy szczyt, znany ze szczególnie złej pogody - Mount Washington, dobrze bawiłem się w przepięknym Bostonie (Massachusetts). Tych wycieczek było naprawdę dużo!

Gdy obóz się skończył, przyszedł czas na prawdziwe podróże. Wraz z paroma znajomymi polecieliśmy na Florydę. Mieszkaliśmy w małym miasteczku Kissimmee niedaleko Orlando. Za niewielkie pieniądze wypożyczyliśmy samochód, którym robiliśmy sobie całodniowe wycieczki: Clearwater, Daytona Beach, Disneyland, Orlando, Miami, ale najbardziej cieszył mnie wyjazd na Przylądek Canaveral. Tam miałem możliwość wejścia do prawdziwego promu kosmicznego, obejrzenia z bliska autentycznych silników rakietowych oraz modeli pojazdów księżycowych. Dla każdego miłośnika techniki taka wizyta w centrum NASA to prawdziwa gratka. Po upałach Florydy czekał zaś na nas Nowy Jork. Spędziliśmy tam 4 dni. To miasto zapiera dech w piersiach, szczególnie gdy się je ogląda ze szczytu Empire State Building. Spieszący się ludzie z teczkami i w garniturach na Wall Street, żółte taksówki, pordzewiałe schody pożarowe na ścianach domów przy bocznych uliczkach, przepych i bogactwo sklepów na Fifth Avenue oraz leniwie wygrzewający się na trawie w słońcu młodzi ludzie w Central Parku - miasto pełne kontrastów, pozostawiające wspomnienia nie do zapomnienia!

Wyjazd ten nie tylko uświadomił mi jak cenna, jest znajomość języka angielskiego, ale również zmobilizował mnie do jego nauki i ukazał świat z perspektywy wielkiej przygody! Pewna tęsknota za tamtym krajem, za ludźmi z całego niemal świata, których poznałem na obozie oraz chęć dalszego "szlifowania" angielskiego sprawiły, że... wyjechałem z Camp America ponownie. Zdaje się, że "złapałem bakcyla", bo do tej pory byłem już 7 razy na tym samym obozie i za każdym razem, gdy tam jestem, odkrywam nowe rzeczy, miejsca, poznaje nowych ludzi i stawiam czoła nowym wyzwaniom. Jednym z moich większych osiągnięć podczas pobytu w Stanach było zrobienie licencji pilota na małe, jednosilnikowe samoloty. Zajęło mi to prawie 4 miesiące intensywnej nauki: teoria połączona z lotami (początkowo z instruktorem, potem już samodzielne loty). Uczucie jakiego człowiek doświadcza podczas samodzielnego lotu nad lasami, jeziorami, oceanem jest niesamowite. Nieograniczona wolność połączona z odrobiną lęku przed np. niespodziewaną turbulencją powodują, ze po wylądowaniu człowiek czuje się jak nowo narodzony. :)

Jak widzicie, nie bez powodu gorąco polecam każdemu Camp America, niezależnie od tego, czy interesuje się sportem, motoryzacją czy podróżami! Jestem pewny, że wyjazd spełni Wasze oczekiwania i co najważniejsze, da możliwość poznania nowych miejsc i ciekawych ludzi z całego świata.

Camp America (United Kingdom) Camp America (Australia) Camp America (New Zealand) Camp America (Switzerland) Camp America (Austria) Camp America (Germany)

Work and travel - typy programów | Camp America | Resort America | Zgłoś się! | Twoje konto


American Institute for Foreign Study (UK) Ltd. Registered in England No. 939488 at 37 Queen's Gate, London SW7 5HR United Kingdom