Camp America
Programy Korzyści Jak wyjechać Zgłoś się Pobierz broszurę FAQ - odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania Kontakt Zapisz się i przyjdź na spotkanie informacyjne

Berenika i Brad

Głowa rekina, stolik Aleca Baldwina i dom Calvina Kleina

Moja korepetytorka zwykła mówić: "Gdy raz wyjedziesz do Stanów, pokochasz je i ciągle będziesz chciał wracać". Troszkę się jej dziwiłem, ale obecnie sam powtarzam te słowa swoim znajomym. Ameryka jest zupełnie inna niż Europa. Trudno to nawet opisać, po prostu... ma coś w sobie!


Stany? Ja tam byłam!

Moja decyzja o wyjeździe była spontaniczna. Tak jak zapewne i Ty nieraz, słuchałam wykładu na mojej uczelni i bardzo się nudziłam...


Congratulations, you have been placed!

Znajomi z campu ostrzegali mnie. „Gdy tylko wyjdziesz z Grand Central, nie wpadnij pod samochód. Już jedną koleżankę rok temu musieliśmy ratować, gdy zapatrzyła się na wierzchołki budynków.”


The Big Apple Dream

Wkraczając do Nowego Jorku po raz pierwszy, wspinając się po szerokich schodach kolejowej stacji Penn Station, głowę wypełnioną miałem setkami projekcji, kolekcjonowanymi przez lata obrazami, które silnie wpłynęły na moją wyobraźnię. „Dawno temu w Ameryce”, „Manhattan”, „25. godzina”, „Taksówkarz”. Setki filmów, seriali, piosenek i książek próbowały uformować z moich myśli jeden spójny obraz tego, czego mógłbym się spodziewać...


USA - odległy ląd, nagle stał się bliski i osiągalny

O Stanach marzyłam całe życie. Zawsze chciałam zobaczyć to, co mnie jako kinomaniaka urzekało w amerykańskich filmach: skyscrapers, duże miasta, szybkie tempo życia, ogromny Nowy Ląd i międzykulturowe społeczeństwo.


Berenika Kordes

Berenika i Brad

Przygód starczyłoby mi na sporą książkę - zamieniłam nudne lato na work & travel z Camp America i... świat stanął na głowie! Zwłaszcza, gdy obok mnie pojawił się Brad Pitt...

STANY prawie zaplanowane i prawie poukładane, ale MOJE!

Hej! Nazywam się Berenika, studiuję na AE we Wrocławiu, a wakacje spędzam... no wiadomo gdzie! ;-) A jak do tego doszło? Posłuchajcie...





Zimno. Co gorsza - czas sesji zimowej. Być może do wakacji jest jeszcze daleko. A być może już zbliżają się wielkimi krokami? Może nauka, może zmęczenie i być może stos spraw na głowie – ja również to przechodziłam… i wiesz – to nie powód, aby przegapić podróż życia!

Mnóstwo egzaminów, wyjazdy na narty i bardziej bądź mniej zasłużony odpoczynek od studiowania. Mało kto zastanawiał się wtedy nad tym co robi w wakacje. Nie jestem osobą, która lubi kogokolwiek naśladować, więc kiedy zobaczyłam, któregoś pięknego dnia na gg opis kolegi: „Campamerica 2.400 wyjazdy do Stanów” stwierdziłam, że czas coś ze sobą zrobić w te wakacje!

Nie było łatwo oznajmić rodzicom pod koniec stycznia, że fajnie byłoby w tym roku zwiedzić kraj za oceanem. Do rzeczy łatwych nie zaliczę również wypełniania pierwszej aplikacji na wariackich papierach – w noc przed targami campów w Wawie, ale... udało się! Pracę dostałam z 3-ką znajomych w miejscu dobrze wszystkim znanym z westernów (taaak, mowa tu o Teksasie!).


   
  
                            
Wakacje nadeszły szybko. I to jak! Lot samolotem, lotnisko w Chicago, potem wreszcie MÓJ Teksas! Mega-realny i namacalny ;) Moment, kiedy dotarłam na miejsce, tak mnie ucieszył, że z perspektywy czasu pamiętam jedynie, że nigdy nie miałam tak miękkiej poduszki jak tamtej nocy i nigdy donuts'y nie smakowały mi lepiej niż następnego ranka te przyniesione do łóżka... Mmmm... pycha! no i może jeszcze tę swoją pierwszą błyskotliwą myśl po zjedzeniu 6 pączków w 60 sekund – „chyba jednak trochę mi się przytyje...”.





Nie ma się co oszukiwać – w Stanach kilka kg do przodu to tak samo pewna sprawa, jak fakt, że cowboye cały czas istnieją, a rodea w Texasie są czymś czego nie da się ominąć, nawet nie będąc cowboyem, a tylko prawie-„zwykłym”, prawie-„szarym” Campowerem-turystą ;P.





I zastanawiam się, czy pisać Wam teraz o tym, jak biegnąc po nazwijmy-ten-napój-sokiem nagle w tajemniczych okolicznościach odbiłam się od szyby i zaraz po tym miałam przyjemność zobaczyć swoich znajomych leżących ze śmiechu na ziemi, jak to widziałam najdłuższy pociąg na świecie tylko dlatego, że mój kolega uparł się, że koło torów kolejowych na pewno jest szybkie, magiczne przejście do Heinz Museum, chociaż nijak nie znał Pittsburga, lub jak w American Museum of Natural History w NYC przeszedł dwa kroki ode mnie (czyt. jedną grubą strażniczkę) prawdziwy Brad Pitt!... albo chociaż o tym, jak zamiast do Princeton pojechaliśmy do Atlantic City i kolega odkrył w sobie uzależnienie od hazardu (przegrywajac jakieś marne grosze w mieście kasyn :P, coś koło 150$!).





    Naprawdę miałam już się zamiar ogarnąć i wszystko to opisać, ale jaki to miałoby sens, skoro Wy – jadąc w tym roku – przebijecie mnie dwa razy (i to jest ten mniejszy powód) oraz skoro podobnych przygód starczyłoby mi jeszcze przynajmniej na sporą książkę ( <- trochę większy powód), plus mój zegarek mówi, że już w Polsce jest środek nocy (i ten powód jest największy, bo teraz jestem właśnie w Polsce)... czyli dokładnie 19:55 w Hunt, TX ;)





Podsumowując: z „US and A” wróciłam bogatsza o bezcenne, nowe doświadczenia, 20 kg cięższa (spokojnie, w tym: 5 kg masy ciała, 15 kg nowych ubrań ;) ) oraz z nowym, czerwonym Dell`em – oj, było warto!





Camp America (United Kingdom) Camp America (Australia) Camp America (New Zealand) Camp America (Switzerland) Camp America (Austria) Camp America (Germany)

Work and travel - typy programów | Camp America | Resort America | Zgłoś się! | Twoje konto


American Institute for Foreign Study (UK) Ltd. Registered in England No. 939488 at 37 Queen's Gate, London SW7 5HR United Kingdom