scroll

USA - odległy ląd, nagle stał się bliski i osiągalny

O Stanach marzyłam całe życie. Zawsze chciałam zobaczyć to, co mnie jako kinomaniaka urzekało w amerykańskich filmach: skyscrapers, duże miasta, szybkie tempo życia, ogromny Nowy Ląd i międzykulturowe społeczeństwo.

Zarobić i wyjechać!
Wyjazd do USA konkretnie zaczęłam organizować i planować w 2010 roku, kiedy to wyjechałam na wakacje za granicę w celach zarobkowych. Postanowiłam uzbierać odpowiednią sumę pieniędzy i po powrocie aplikować do Camp America. Tak też zrobiłam. Sprawnie przeszłam etapy rekrutacji i w kwietniu dostałam placement!!! Poziom ekscytacji i radości sięgał zenitu i od kwietnia zaczęły się ostre przygotowania do wyjazdu. W czerwcu wyleciałam do USA!

Welcome to Merriwood
Na lotnisku w NY odebrał mnie i innych uczestników przedstawiciel Camp America. Spędziliśmy jedną noc w New Jersey, po czym każdy z nas ruszył na swój camp. Mój camp nazywa się Merriwood. Położony jest w malowniczym stanie New Hampshire. Obóz, na którym pracowałam był przeznaczony dla dziewczynek i był to camp sportowy. Moja praca polegała na pomocy w kuchni. Oprócz mnie były jeszcze trzy Polki i dwóch szefów kuchni z USA. Joe i Brian organizowali takie obozy od wielu lat, dlatego też praca była świetnie zorganizowana i można sobie było pozwolić nawet na przerwy w pracy między przygotowywanymi posiłkami.

Sport i dobre wychowanie
Przerwy te mijały nam bardzo aktywnie, gdyż mogłyśmy korzystać ze wszystkich atrakcji campowych. W ten sposób nauczyłam się pływać na kajakach i grać w tenisa. Na campie poznałam wiele Counsellorek z Australii, Nowej Zelandii, Anglii i Ameryki, z którymi przeżyłyśmy świetne chwile na Campie. Camp Merriwood emanował bardzo rodzinną atmosferą, dbał o amerykańską tradycję i uczył dziewczynki dyscypliny i dobrego wychowania. To wszystko sprawiło, że czułam się częścią wielkiej amerykańskiej rodziny i okres 9 tygodni minął szybko i przyjemnie. Po pracy przyszedł w końcu czas na wymarzone zwiedzanie.

Od Harvardu do Universal Studios
Podczas trwania obozu zarezerwowałam wiele biletów lotniczych i razem z koleżanką z kuchni zaplanowałyśmy wycieczkę po USA. Podróżowałam prawie cały kolejny miesiąc. Zwiedziłam wszystkie miejsca, które sobie wymarzyłam. Na wschodzie USA zobaczyłam Boston ze słynnym Harvardem oraz Chicago – jedno z piękniejszych miast USA, czyste, zadbane i ogromne. Następnym przystankiem była Kalifornia. Spędziłam 5 dni w San Francisco, podziwiając górzystą panoramę miasta z Golden Gate Bridge w tle. Nie omieszkałam odwiedzić Aquarium, w którym zobaczył oceaniczną faunę i florę. Następnie na cały tydzień odwiedziłam Los Angeles. Atmosfera filmowa unosiła się w powietrzu. Wizyta w Universal Studio była jedną z lepszych atrakcji USA. Ponadto świadomość, że mieszkałam przez pięć dni u kuzyna Cate Blanchett dodatkowo dowartościowała moje filmowe ego. Nie wspominając już o Hollywood czy Beverly Hills.

Światła Vegas, a potem Cud Świata!
Po LA przyszedł czas na Las Vegas, które okazało się dla mnie największym zaskoczeniem. Miasto zachwyca pięknem hoteli, jakością obsługi, ilością atrakcji i udogodnień. Każdy hotel ma swoją specyfikę i inny motyw przewodni. Będąc w jednym miejscu mogłam podziwiać symbole europejskich miast i inne motywy zaczerpnięte z całego świata. Miasto tętni życiem 24 godziny na dobę przez cały rok. Najintensywniejsze jest nocne życie w świetle miliona lamp zdobiących każdy hotel. Podczas pobytu w Las Vegas zafundowałam sobie całodniową wycieczkę, o której marzyłam latami – czyli wyprawę nad Wielki Kanion. Zobaczyłam ogrom i piękno tego Cudu Świata, napawając oczy wielokolorowymi warstwami skalnymi rozciągającymi się po horyzont. Kanion zachwyca duszę z każdego punktu widokowego. Krajobrazy, które podziwiałam, do dziś mam przed oczami. Po tej wycieczce mogłam spokojnie lecieć do Nowego Jorku na dwa dni, zwiedzić wybrane miejsca i wracać do Polski z głową pełną wspomnień, przeżyć i zaspokojonych pragnień. Wyjazd do USA był jedną z piękniejszych, ciekawszych i rozwijających przygód w moim życiu. Nie tylko spełniłam swoje marzenia, ale też poznałam inne kultury i ludzi z całego świata. Co najważniejsze – poznałam lepiej siebie i swoje możliwości. Rozwinęłam się w wielu dziedzinach i to jest dodatkowy atut całego wyjazdu!

 

Autor artykułu: Paulina Zdyb