Cześć, nazywam się Mateusz i opowiem Ci moją historię. Wszystko zaczęło się w październiku 2005. To był czas, kiedy pierwszy raz usłyszałem o Camp America - i szczerze mówiąc nie byłem zainteresowany.
Ideę wyjazdów do USA z Camp America poznałem już przed wieloma laty. Z programu korzystał mój starszy brat - aż pięć razy! Wyjeżdżał on zawsze tuż po zdanych egzaminach i wracał na jesieni. Pamiętam, że zawsze z utęsknieniem czekałem na jego powrót i opowieści z "Nowego Świata".
Moja przygoda z Camp America zaczęła się na pierwszym roku studiów. O programie powiedziała mi znajoma z akademika - uczestniczka programu z poprzedniego roku. Pragnęłam zwiedzać świat i poznawać ludzi, a stany Zjednoczone darzyłam szczególnym zainteresowaniem i sympatią...
Tak naprawdę nie chciałam spędzać wakacji w Stanach... Owszem, chciałam gdzieś wyjechać, ale myślałam raczej o Anglii, Norwegii czy Niemczech. Na wyjazd do USA namówił mnie mój brat i za to będę mu dozgonnie wdzięczna!
Pamiętam doskonale swój pierwszy wyjazd do USA, rozmowę z konsultantem, pierwszą kopertę z informacją o zakwalifikowaniu się do programu Camp America i to niecierpliwe czekanie na dzień wyjazdu. Lot przez Atlantyk trwał ponad 8 godzin, ale dzięki szalenie sympatycznym stewardessom, roznoszonym przez nie smakołykom i rozrywce telewizyjnej od razu pokochałem ten środek transportu.
Wszystko zaczęło się, jak to zwykle bywa, od przypadku. Idąc korytarzami uczelni, przeczytałam plakat, według którego mogłam przeżyć „wakacje, które zmienią moje życie”. Zaintrygowana, poszłam na spotkanie informacyjne...
Koniec listopada 2008. Mróz, śnieg i wszechobecny klimat coraz bardziej doskwierającej zimy. Idąc korytarzem swojej uczelni zauważyłem plakat Camp America, który przykuł moją uwagę. Wakacje marzeń w Stanach? Tak właśnie obiecywano.
W marcu dowiedziałam się, że wyjeżdżam do Pensylwanii i będę pracowała w ogromnym ośrodku wypoczynkowym o nazwie „Seven Springs Mountain Resort”. Tak zaczęła się moja przygoda...
Od dziecka moim marzeniem był wyjazd do USA. Spełniłam go wreszcie! A jeśli i Ty marzysz o przygodzie z work and travel, nie zastanawiaj się ani chwili dłużej... dołącz do nas!!! Nie będziesz żałować...
Od zawsze byłam i nadal jestem fanką wszelkich podróży. Jak tylko nadarza się okazja, bez większego namysłu pakuję się i wyjeżdżam. Na wyjazd do USA chrapkę miałam już od dawna, jednak zawsze moje marzenie sprowadzała na ziemię rzeczywistość finansowa. Niestety nie każdego stać, aby tak po prostu kupić bilet na samolot i wyruszyć na zwiedzanie Stanów.
Ahoj! Poszukujesz przygód... wahasz się czy uderzyć w świat? Wrzuć na spontan i skorzystaj z tej ulotnej chwili, kiedy nie jesteś uziemiony stałą pracą czy rodziną... Masz mega szansę odmienić swoje drogi i wkleić fantastyczną klatkę do filmu życia! Ja przekonałam się, że CAMP AMERICA MA TĘ ZBAWCZĄ MOC!